C E C I L I A C E C E L O V E G O O D
r o z w ó d k a p r z e d t r z y d z i e s t k ą
p i s a r k a i r e c e z e n t k a p r o s t o z N o w e g o J o r k u
n o w a w ł a ś c i c i e l k a d o m u w z a t o c z c e
Jak można sobie poradzić z rozwodem/rozstaniem/zdradą (niepotrzebne skreślić lub zostawić wszystkie wypowiedzi)? Przysięgam wam, że mogłabym spokojnie napisać o tym poradnik, w którym zaczęłabym wymieniać wszelkiego rodzaju sposoby na zwalczenie depresji, bólu się z tym wszystkim wiążącym, do czego doszłyby słowa pocieszenia typu: "przecież on nie był ciebie wart, na pewno znajdziesz sobie kogoś lepszego" albo: "może to nie był ten jedyny", bądź: "głowa do góry, jesteś wspaniała i nikt tobie tego nie może odebrać". Owszem, mogłabym. Ale wiecie co? To wszystko jest jednym, wielkim stekiem bzdur. Gównem, którym karmi się załamane kobiety, aby poprawić ich samopoczucie po bolesnym rozstaniu z człowiekiem, który był dla nich całym światem. To właśnie wokół niego kręciły się niemalże wszystkie decyzje, jakie podjęły. Włącznie z przeprowadzką z ukochanego Brooklynu na Upper West Side, czy też zawieszenie pisania na rzecz wspólnych podróży. Tak, dokładnie tak. Byłam tak zaślepiona i głupia, że podporządkowałam swoje całe małe uniwersum jednemu fiutkowi, który co zrobił? Któregoś dnia po prostu wręczył mi papiery rozwodowe. Ot, bez żadnego uprzedzenia. Jak się później okazało zdradzał mnie z jakąś ledwie dwudziestojednoletnią sekretarką, która (ups!) zaszła z nim w ciążę. No to teraz najlepiej jest odstawić starą żonę w kąt oraz zająć się wraz z młodą kochanką swoim bękartem. Nie powstrzymywałam go. Spakowałam swoje rzeczy i przeniosłam się do swojej przyjaciółki - Lucy. Moje kochane słońce przyjęło mnie z otwartymi ramionami, a jej dziewczyna (tak, Lucy jest lesbijką) również jakoś nie narzekała. Takim oto sposobem przeleżałam bity tydzień w łóżku gościnnym, pozbawiona światła słonecznego, a jedynie z butelkami wody walającymi się dookoła plus pełną popielniczką papierosów. Nawet nie pamiętam, czy płakałam. Nic nie pamiętam z tego okresu. Na sprawę rozwodową ledwie weszłam i nie miałam ochoty zaprzeczać ani się bronić. A gdy usłyszałam, że ten kretyn, za którego mogłam umrzeć nigdy mnie nie kochał... Cholera, zabolało. Nawet bardzo.
Z Richardem nie mieliśmy dzieci. Nigdy jakoś nie ciągnęło nas do rodzicielstwa lub to on nie miał zamiaru zmieniać pieluch i wstawać w nocy. To tylko ułatwiło wszystko, wiecie? No, może prawie. Musiałam oddać mu mieszkanie na Manhattanie, w które to JA włożyłam mnóstwo pieniędzy, a on jako biedny pisarzyna gówno tak naprawdę zrobił. Utrzymywałam go, ot co.Sęk w tym, że nawet nie miałam zamiaru się cieszyć powrotem na Brooklyn. Rzygałam Nowym Jorkiem. Wszystko, dosłownie, wszystko kojarzyło mi się z moim upokorzeniem i nieudanym małżeństwem. Nie mogłam już dłużej zostać w miejscu, które jest z drugiej strony marzeniem każdego człowieka, który pragnie zacząć swoją światową karierę.
Lucy nie mogła na to patrzeć. Albo chciała się mnie już pozbyć ze swojego gniazdka (co też było bardzo prawdopodobne). Takim sposobem dostałam bilet na wycieczkę do Grecji specjalnie przygotowana dla gejów i lesbijek. Tak, to zdecydowanie był szczyt moich marzeń. Przynajmniej nie musiałam znosić jakichś chamskich podrywów wypróbowywanych na zrozpaczonej i zdołowanej rozwódce.
Ogłoszenie o sprzedaży tego domu znalazłam przypadkowo, gdy przejeżdżaliśmy przez Skiathos. Stary budynek, całkowicie do remontu, który ma sporą historię za sobą. Wrak. Jak ja. Nie zastanawiałam się nad konsekwencjami. Nie myślałam. Spakowałam swoje rzeczy, zadzwoniłam pod podany numer i ledwie dogadując się z osobą, która angielski znała na poziomie podstawówki (albo i gorzej) pojechałam. Obejrzałam to wszystko, wynajęłam czterech Polaków, którzy mają to wszystko odnowić i tchnąć w cały dom życiem. Pozostaje pytanie, czy i ze mną można tak zrobić? Czy i ja zasługuję na takie odnowienie i remont? I czy znajdzie się ktoś, kto sprawi, że ta jasnowłosa Amerykanka znajdzie na nowo nadzieję i chęć życia? Szczerze? Nie mam, kurwa, pojęcia. Najwyżej zostanę zgorzkniałą starą panną, która obawia się liczby trzydzieści, a potem kolejnych z zerem na końcu, a zarazem uwielbia gotować, mimo że tak naprawdę nie ma dla kogo. Będę gruba i samotna. Ale przynajmniej zamieszkam w pięknym domu z widokiem na morze. Chociaż tyle dobrego, nie?
Ogłoszenie o sprzedaży tego domu znalazłam przypadkowo, gdy przejeżdżaliśmy przez Skiathos. Stary budynek, całkowicie do remontu, który ma sporą historię za sobą. Wrak. Jak ja. Nie zastanawiałam się nad konsekwencjami. Nie myślałam. Spakowałam swoje rzeczy, zadzwoniłam pod podany numer i ledwie dogadując się z osobą, która angielski znała na poziomie podstawówki (albo i gorzej) pojechałam. Obejrzałam to wszystko, wynajęłam czterech Polaków, którzy mają to wszystko odnowić i tchnąć w cały dom życiem. Pozostaje pytanie, czy i ze mną można tak zrobić? Czy i ja zasługuję na takie odnowienie i remont? I czy znajdzie się ktoś, kto sprawi, że ta jasnowłosa Amerykanka znajdzie na nowo nadzieję i chęć życia? Szczerze? Nie mam, kurwa, pojęcia. Najwyżej zostanę zgorzkniałą starą panną, która obawia się liczby trzydzieści, a potem kolejnych z zerem na końcu, a zarazem uwielbia gotować, mimo że tak naprawdę nie ma dla kogo. Będę gruba i samotna. Ale przynajmniej zamieszkam w pięknym domu z widokiem na morze. Chociaż tyle dobrego, nie?
{ z w i ą z k i } { w s p o m n i e n i a }
__________________________________________
Postać wzorowana na Frances z "Pod słońcem Toskanii".
Mam nadzieję, że znajdą się osoby, które zechcą mieć wątki z moją Cecilią.
Wątki długie, a relacje skomplikowane.
Twarz: Kate Hudson